Przez lata seria Battlefield przechodziła wiele zmian. Najważniejszą z nich było dodanie trybu dla pojedynczego gracza - przy okazji premiery Bad Company seria otworzyła się na tych, którzy preferują kampanię fabularną, a rozgrywkę z żywym graczem stawiają na drugim planie. Obecnie trwają beta-testy kolejnej gry od EA, która ma szanse na nowo zdefiniować gatunek i przerwać dominację dwóch Rokrocznie Odgrzewanych Kotletów. Star Wars: Battlefront - bo o nim mowa, będzie miał swoją premierę za około miesiąc, ale już teraz wiadomo, że – dokładnie tak, jak w becie, zabawa dla jednego gracza ograniczy się do prostego survivalowego trybu, który nie będzie posiadał fabuły. Okazuje się, że Battlefield Hardline może być z tym faktem jakoś powiązany.
Być może ostatnie zdanie z akapitu wyżej brzmi jak prawdziwa Sensacja XXI wieku, ale zanim Wam to wyjaśnię, przejdźmy do konkretów. Większość graczy utożsamia Battlefielda z trybem multiplayer. I bardzo słusznie, ponieważ przez długi czas seria pozbawiona była trybu fabularnego, a rzesza graczy chwaliła ją za genialne podejście do rozgrywki wieloosobowej, nie traktując braku singla jako wadę. Niegdyś na brak trybu jednoosobowego mógła sobie pozwolić chyba tylko ta seria, bo pokazała, że jeśli gra jest wystarczająco dobra w multi, to nie trzeba do niej dorzucać niczego na siłę. I gdyby Battlefield nie przepoczwarzył się w Cod-wannabe, to świat z pewnością byłby lepszym miejscem, a my – gracze, nie musielibyśmy nurkować w szambie, jakie serwuje nam EA odkąd wydali oni na świat coś, co ma więcej skryptów, niż dowolne Call of Duty. Tak, mowa o trzecim Battlefieldzie, co to miał być nową jakością, swoistym przypieczętowaniem wejścia serii w tryb singleplayer (po całkiem przyjemnej kampanii z Bad Company 2) i pokazem możliwości znakomitego silnika fizycznego. Od tamtej pory seria zawodzi coraz bardziej, a ukoronowaniem (heh) tego faktu jest tytułowy Hardline. Dziś opowiem Państwu o tym, jak nie robić gier z trybem dla jednego gracza. Heavy breathing. Jak by tu zacząć…
Battlefield Hardline jako całość nie jest grą jakoś potwornie słabą. Seria ma kilka mocnych punktów i niektórymi z nich wybija się ponad poziom, do którego rokrocznie przyzwyczaja nas Call of Duty. W Hardlinie doświadczymy zatem znakomitego dźwięku, posiekamy otoczenie w drobny mak pozbawiając przeciwnika osłon i wręcz na własnej skórze poczujemy odrzut broni. Feeling strzelania i ogólnego operowania bronią, to największa zaleta tej gry. W multi mocną stroną są jak zwykle rozległe mapy i sprawdzone klasy postaci plus, od biedy, zabawa w rabowanie. Powyższe zalety próbują usilnie przebić się przez gęste pokłady brązowej wydzieliny, która gromadziła się w serii już od kilku lat. I powiecie pewnie: singleplayer to tylko dodatek, jak można kupować BFa dla tego trybu?! Owszem - można, bo nie mogę zapłacić połowę ceny i wybrać tylko multika. Płacę za pełny produkt, więc oczekuję albo solidnie zrobionych obu trybów, albo samego multi, który na starcie kładzie Call of Duty na łopatki . Niestety – jeśli chodzi o ostatnie Battlefieldy, to kampania zachwyciła mnie tylko raz (Bad Company 2) i tylko raz dobrze bawiłem się przez sieć (Battlefield 3).
Tym razem oba tryby zostały skiepszczone tak pięknie, jak na EA przystało. Kampanii dla jednego gracza nie ratuje multi, który jest modem do Battlefielda numer 4 (a gdyby się uprzeć, to nawet do tego numer 3) z dodanym trybem a’la PayDay. I dla niektórych napadanie banków to wystarczająca nowość, bo w istocie multi Hardline’a nie posiada wad, ponieważ jest wadą samą w sobie. Jeśli jednak, szanowny czytelniku, ostatnie parę lat przesiedziałeś pod kamieniem i nie znasz DniaWypłatyZapłaty oraz jakiegokolwiek wcześniejszego Battlefielda, to na upartego możesz spróbować tej brązowej strawy. Smacznego! Obyś nie zadławił się niestrawionymi resztkami.
![]() |
| Cała mechanika Hardline'a przedstawiona na jednym screenie. |
Tryb dla wielu graczy to mały pikuś. Litanię wad zaczyna dopiero singiel. Na wstępie wita nas wprowadzenie do policyjnego świata. Jakaś szybka akcja – aresztowanie kilku zbirów, żeby zaakcentować kto tu po czyjej stronie stoi. To był taki falstart, że po prologu miałem ochotę wyłączyć grę i nigdy do niej nie wracać – jest źle zrobiony i mało interesujący, ale wbrew pozorom pełni funkcję metaforyczną. Pokazuje graczowi to, jak - w pigułce - będzie wyglądała pozostała część rozgrywki; daje nam narzędzia do przeprawy przez gęste brązowe morze, w którym broczy się niezwykle ciężko. Nuda, skrypty, oglądanie filmików… I tak przez całą grę.
Założę się, że zdecydowana większość graczy przechodzących singla przez pierwszą połowę gry zastanawiała się: kiedy, do cholery, się to rozkręci? Druga połowa jest jeszcze gorsza i pełna jeszcze większych absurdów. Kampania podzielona jest po równo na dwa większe epizody: ten, w którym wcielamy się w policjanta i… zgadnijcie w kogo. Kto mógłby być tą drugą postacią; kim zaskoczyło nas EA w drugiej fabularnej części? Niestety, nie pomyliliście się – drugą część gry pokonujemy wcielając się w złodzieja, albo jak kto woli - w łachudrę, zbira, i wesoło przemierzamy meandry fabuły tej fantastycznej kampanii, infiltrując gangsterski świat jako tajniacy. Wielka sceniczna pauza idealnie pasowałaby w tym momencie, bo to jest taki banał, że aż pieką oczy, a łeb boli od nadmiaru nagromadzonego szamba, błagając o wyłowienie. I żeby chociaż scenariusz jakoś zaskakiwał, nie wiem, zwrotami akcji, czy niekonwencjonalnym pomysłem. Ale nie, EA postawiło na motyw znany z miliona filmów klasy B – mamy nijakiego bohatera, naszą równie nijaką policyjną partnerkę, która próbuje być śmieszna i garść innych postaci, o których zapomniałem jakieś 5 minut po zakończeniu. Nie wniosły one kompletnie NIC do tej gry, oprócz morza dialogów, których NIE DAŁO SIĘ POMINĄĆ!!! Czujecie to? Gra fabularnie sięgająca dna, której scenariusz cuchnie ciemnistą, rzadką posoką, nie ma możliwości ominięcia cut scenek. To była chyba najgłębsza woda, na jaką mnie w życiu rzucono...
![]() |
| Właśnie tak czułem się podczas grania w Battlefield Hardline. |
Gdyby tego było mało, owe cut scenki stanowią około połowę gry. Tak, nie żartuję – to wygląda jak interaktywny film, coś na kształt przygodówek od Telltale, tyle że tam fabuła to majstersztyk. Hardline jest podziurawiony jak ser: strzelanie, pierdololo, skradanie, znów strzelanie, dialogi, skradan… STOP – musi być jeszcze cut scenka! Później dopiero skradanie, po którym wskakujemy do samochodu. W samochodzie strzelanie, no i jazda - przed siebie, przez nudne, szerokie asfaltowe drogi, gdzie prócz nas nie ma żywej duszy. No i tak jeździmy w akompaniamencie wesołego pierdzielenia irytującej towarzyszki. A jeżdżenia w tej grze jest aż nadto, więc o nie, nie – na pewno nie zaznamy ciszy, zapomnij pan. Uporczywego kłapania dziobem musi być pod dostatkiem – kobicie buzia nie zamyka się ani na chwilę.
Do minusów mniej uciążliwych można by zaliczyć premiowanie przez grę cichego, pacyfistycznego wręcz stylu gry - skradania się i unikania zabójstw. Z grubsza wygląda to tak, że wyciągamy odznakę, chłopaki podnoszą ręce do góry i nie musimy ich zabijać - w efekcie zgarniamy więcej punktów, które – niespodzianka - zupełnie do niczego nam się nie przydadzą. Co ciekawe: wyciągnięcie odznaki działa nawet wtedy, gdy nie gramy jako policjant. Hyc, pokazujemy błyskotkę i jako zbir aresztujemy innych zbirów, którzy na widok odznaki mają pełne gacie - kładą się na ziemię niczym potulne owieczki i modlą się o jak najłagodniejszy wymiar kary. Panie władzo w dresie, bardzo zgrzeszyłem, jestem złym człowiekiem, pragnę uczynić pokutę…
![]() |
| Logo, które jest zawsze aktualne. |
Wydaje mi się, że Hardline powstał tylko po to, aby uciszyć tych, którzy wyrażali niezadowolenie z powodu powtarzalności zarówno single-, jak i multiplayera w poprzednich grach z cyklu. Paradoksalnie dostaliśmy równie powtarzalny multi z trybem zerżniętym z PayDay i singla, który wyszedł wręcz karykaturalnie. Przebrnąłem przez ten ściek tylko po to, aby napisać tekst i ostrzec tych z was, którzy jeszcze nie zdążyli się w tym zamoczyć. Battlefield Hardline to jeden z najgorszych singlowych FPSów, w jakie dane mi było zagrać, a – uwierzcie, z niejednego pieca chleb jadłem i Mortyr, czy Rajd na Berlin, to zaledwie małe kupy w porównaniu z tworem EA. Bo w Mortyra mogłem GRAĆ, a nie patrzeć, jak na filmikach gra przechodzi się sama.
Wspomniany przeze mnie na początku Battlefront jest przykładem na to, jak bardzo twórcy po tej wpadce obawiają się kolejnej fabularnej kampanii. W ich nowej grze dość zręcznie pozbyto się trybu fabularnego i całe siły skupiono na rozgrywce dla wielu graczy. Miejmy nadzieję, że kastracja spotka również Battlefielda, ponieważ kopiowanie innych wysokobudżetowych strzelanek idzie mu wyjątkowo nieudolnie.
Szvagier
Źródła obrazków:
http://www.battlefield.com/hardline/media/cache/og_image/content/dam/ea/battlefield-hardline/images/BFH_OG_Image.jpg
http://www.reaxxion.com/wp-content/uploads/2015/03/Badass-667x904.jpg
http://i.kinja-img.com/gawker-media/image/upload/t_original/qmshhzphkqcqfvid3smq.jpg
http://i.ytimg.com/vi/2T7CEvdbLU0/maxresdefault.jpg
http://levelsave.com/wp-content/uploads/2015/06/EA-golden-poo-715-x-452.jpg



