O konsolowych exclusive’ach* można by napisać prawdziwą epopeję. Dlaczego tak mało jest świetnych serii, jak Gran Turismo? Czemu coraz rzadziej wychodzą perfekcyjne wyścigi w stylu Forzy Motorsport? No i przede wszystkim dlaczego tak wielu wydawców postanawia wypuszczać porty tytułów na wyłączność również dla graczy pecetowych? Te pytania należy kierować chyba bezpośrednio do ludzi odpowiedzialnych za ten stan rzeczy. Ja natomiast znam odpowiedź na to, czy Microsoft podjął słuszną decyzję wydając Quantum Break również na PC.
Po zagraniu w Kwantową Przerwę** zrozumiałem, dlaczego na rynku tak mało jest gier, które pozwalają graczowi pobawić się czasem. Remedy – twórcy Quantum Break – spinają klamrą swoją twórczość, której początek stanowi premiera pierwszego Maxa Payne’a – świetnej strzelanki z przełomowym, choć - paradoksalnie - ściągniętym z Matrixa, bullet timem i powiem Wam, że powielane w recenzjach odwołania do Payne’a wcale nie są nie na miejscu. Grając w najnowsze dzieło Remedy parę razy przenosiłem się w czasie - nie tylko będąc protagonistą, lecz też metaforycznie. Nie jest to wrażenie z rodzaju gdzieś to już widziałem, tylko bliżej nieokreślone przeczucie, że już tam byłem i robiłem coś podobnego. Być może to zamierzony efekt, który potęguje tylko wyraz gry i odwołuje się do zagadnień, które są ściśle związane z tematyką czasu? A może po prostu w sprytny sposób przemycono niektóre elementy z Maxa Payne’a i Alana Wake’a…? Odgłosy niektórych broni są jakby znane, celownik - kropkę - też już gdzieś widzieliśmy. Brakuje co prawda latarki, lecz mrok rozświetlają niesamowite efekty, których chyba nie da się opisać w słowach (i nie jest to przesada, serio!). W każdym razie Deja Vu towarzyszyło mi równie często, co spadki płynności skutecznie wybijając mnie z rytmu i sprowadzając na ziemię.
Należy uczciwie przyznać, iż Quantum Break to koronny przykład tego, jak nie robić portów z konsoli. Nie jest to może nader subtelne stwierdzenie, ale już tłumaczę dlaczego. Wbrew pozorom tytuł ten ma pewne zalety, które skutecznie przyciągają do ekranu. Niestety od strony technicznej Quantum to – używając motoryzacyjnej nomenklatury - stary rumpel z porysowaną karoserią. Spadki płynności obserwowałem tam praktycznie co chwilę – na Xboxie gra ograniczona jest do 30 klatek, a więc na PC mamy te 30 klatek w każdej cut scence. A te pojawiają się w grze chyba częściej, niż momenty, w których dzierżymy broń, więc nawet z najlepszym sprzętem warto rozważyć włączenie ogranicznika. Który również nie jest do końca dobrym rozwiązaniem, bo sprawia wrażenie ograniczenia nie do trzydziestu, a jakichś dwudziestu fpsów. Gdy już obejrzymy przerywnik, w grze dzieje się bardzo dużo i te 30 klatek po prostu nie wystarcza. Jeśli dodać do tego natywną rozdzielczość gry – szalone 720p - dostajemy obraz
![]() |
| Gra podczas dynamicznych sekwencji wygląda naprawdę ślicznie. Szkoda, że statyczne krajobrazy są nieostre nawet na najwyższych ustawieniach grafiki. |
Grę na szczęście ratuje świetna realizacja. Mam na myśli pionierski pomysł fuzji doskonale zrealizowanego serialu i gry, która sama w sobie nie jest zła. Ale momentami Quantum Break lepiej mi się oglądało, niż grało, co jest dość niepokojącym spostrzeżeniem. Przez cały czas miałem nieodparte wrażenie, że twórcy sami do końca nie wiedzieli, do jakiego gatunku finalnie będzie należał Quantum. Bo z jednej strony mamy naprawdę nieźle zrealizowane strzelaniny z mnóstwem wspaniałych efektów, a z drugiej wszystko to gwałtownie wyhamowuje przez interaktywne chodzone cut scenki, w których co prawda poznajemy fabułę, ale widać, że to tylko zapychacz, aby zamaskować czasy ładowania. Istnieje też, hmm… trzecia (?) strona medalu, czyli wybory, które kształtują to, jakie fragmenty serialu zobaczymy za chwilę. No właśnie - serial to kolejna "droga", którą obiera Remedy. Skupia się on, co ciekawe - nie na Jacku Joyce - głównym bohaterze gry, a na postaciach pobocznych. Fajnie jest być non stop zaskakiwanym, ale w tym wypadku co za dużo, to niezdrowo. Poza tym każdy z tych elementów rozgrywki ma kilka poważnych wad, przez co tak naprawdę serial wypada najlepiej. Paradoks.
Mocnych stron można upatrywać również w strzelaninach, o czym wspomniałem wcześniej. Quantum Break jest pod tym względem bardzo widowiskowy. Joyce ma do dyspozycji kilka specjalnych mocy, które są oparte na czasie – jego spowolnieniu, przyspieszeniu, czy chociażby… zamknięciu go w bańce. Tak abstrakcyjnej formy jeszcze nie widziałem i fajnie jest zagrać w coś, co nie kopiuje pomysłów i nie jest kolejną bezmyślną łupanką w futurystycznych wojaków *spogląda ukradkiem w stronę Call of Duty*. Niestety nie ma róży bez kolców – strzelaniny w Quantum Break mają jeden poważny problem – konstrukcja poziomów, która determinuje to, w jaki sposób prowadzimy ostrzał. Poziomy za każdym razem wyglądają tak samo – wpadasz przez drzwi do zamkniętego pomieszczenia/na zamknięty plac i musisz wyczyścić wszystkich. Gdzieś po drodze trafi się boss, którego pokonujemy zawsze tak samo – strzałem w plecy. Przypomina to trochę Serious Sama z poziomami na bazie areny i zaczyna nużyć naprawdę błyskawicznie. Poza tym automatyczne chowanie się za osłonami działa losowo, przez co bardzo często wracamy do checkpointów i powtarzamy sekwencje.
![]() |
| Tak prezentuje się serial - aktorzy mają swoje wirtualne odpowiedniki w grze. |
Próżno jednak szukać czegoś lepszego na rynku gier pecetowych, jeśli zechcielibyśmy zabawić się we władcę czasu. I nie biorę pod uwagę gier, które oferują bullet time, choć tych również nie jest za wiele. Quantum Break może być początkiem nowego trendu, lecz niestety tematyka – bądź, co bądź - ściśle związana z zagadnieniami naukowymi odstrasza twórców, jak i graczy. Aby zrozumieć fabułę nowej gry Remedy warto znać zagadnienie podróżach w czasie trochę bardziej, niż pobieżnie. A jeśli dodać do tego fakt, iż Quantum Break nie został spolszczony, dla wielu graczy z Polski może być to problem nie do przeskoczenia.
Wydaje mi się, że znam przyczynę tego, co skłoniło Microsoft do zrobienia serialo-gry. Jak pamiętacie Quantum Break miał być od początku tytułem ekskluzywnym dla nowej zabawki amerykańskiego giganta. Na pewno są Wam znane hasła, jakie na samym początku głosił Microsoft prezentując One’a: integracja z telewizją, centrum multimedialne, nowa jakość… Wszyscy wiemy, że później prędziutko wycofano się z wielu obietnic, ale Quantum był w produkcji przez około sześć lat. Być może gra miała zostać wydana jako tytuł startowy nowego Xboxa? Albo nawet tytuł pożegnalny ze starą generacją konsol. Niestety to widać i żadne sztuczki nie zamaskują przeciętnej grafiki, z którą i tak Xbox One nie radzi sobie najlepiej. Exclusive takiego kalibru powinien oferować dużo więcej, bo 720p i 30 klatek robiło wrażenie jakieś 8 lat temu.
Czy z perspektywy gracza warto zakupić Quantum Break na PC? Nie – przynajmniej na ten moment. Kosztuje tyle, co wersja na Xboxa, ma ogromne wymagania sprzętowe w zamian za przeciętną grafikę i problemy z płynnością. Poza tym QB dostępny jest tylko cyfrowo przez sklep Microsoftu, który jest sto lat nawet za nędznym Uplay, a samą grę uruchamiamy przez aplikację Xbox. Cały ten stos niepotrzebnych programów musimy mieć na dysku, a to wszystko TYLKO na Windowsie 10. Być może nowa Forza odczaruje ten Microsoftowy cross play, bo Quantum Break nie przybliżył nas do tego ani o krok.
Szvagier
*A raczej ich braku
**Zawsze lepsze takie spolszczenie, niż Wielka Kradzież
Samochodów
Źródła obrazków:
1. http://www.guiltybit.com/wp-content/uploads/2016/04/Quantum-Break-An%C3%A1lisis-Xbox-One-5.jpg
2. http://i.imgur.com/Wrjnkdb.png
3. http://www.remedygames.com/wp-content/uploads/2016/03/Quantum-Break-Liam-Burke-1300x731.jpg
4. https://s3-us-west-1.amazonaws.com/shacknews/assets/editorial/2016/02/Quantum%20Break%20Xbox%20One%20Time%20Shield.jpg
5. https://images5.alphacoders.com/686/686757.jpg









