środa, 7 grudnia 2016

Rozczarowania 2016

Od paru lat tworzę listy najlepszych i najgorszych gier. Nie zawsze były to teksty nadające się do publikacji, ale zawsze powtarzała się jedna zależność: łatwiej było mi zapełnić rozczarowania. To smutne, że w czasach głosowania portfelem gracze ciągle napędzają sprzedaż słabych gier, a najczęściej są to właśnie produkcje wprost spod skrzydeł tych największych deweloperów. Poniżej lista gier, na których zawiodłem się najbardziej.

10. Deus Ex: Mankind Divided

Początek listy to według wielu solidna kontynuacja jednej z lepszych gier dekady, a znaleźliby się i tacy, dla których nowy Deus to kandydat do gry roku. Oczekiwania po następcy Human Revolution były ogromne – owszem, dostaliśmy wiele ulepszonych mechanizmów, lecz gdzieś po drodze uleciała cała DeusExowość, czyli klimat, fabuła i piękny złoty filtr, którego zdecydowano pozbyć się już na etapie wydania edycji reżyserskiej Human Revolution. Dziesiąte miejsce, bo da się to nawet ukończyć.
9. Homefront: The Revolution

Mimo, że na pierwszy rzut oka nowy Homefront wydaje się być całkiem znośny, to po godzinie gry już wiadomo z czym mamy do czynienia. I nawet jestem w stanie przeboleć wszechobecne kopiuj-wklej, ale niestety jakość kopii też zawodzi. Budżetowość wali po oczach, a gdy przebrniemy przez kilka misji wydaje nam się, że już je kiedyś przechodziliśmy. Poza tym The Revolution cierpi na chorobę otwartych światów – został on tam wepchnięty na siłę. Co ciekawe, skrajnie zamknięty świat również nie pasował do poprzedniego Homefronta. Za 20 złotych w koszu na gry nawet bym nie narzekał, ale wydawać to jako wysokobudżetowy tytuł? Śmiech na sali.
8. WRC 6

Seria, która od lat nie potrafi wydostać się z poziomu gier, od których aż z daleka wali bazarową tandetą. Niestety ubiegłoroczna zmiana właściciela marki produkującej gry o największej imprezie rajdowej na świecie, nie przyniosła niczego dobrego. Wręcz przeciwnie – seria stała się jeszcze bardziej plastikowa i pozbawiona fizyki. WRC 3 i 4 były całkiem niezłą alternatywą DiRTa, seria szła ku dobremu, ale szóstka to znów równia pochyła - tym razem w dół. Gra powiela błędy poprzedniczki. W zasadzie to ten sam produkt wydany drugi raz - nawet interfejs podobny. Deweloperzy powinni usiąść i na spokojnie przemyśleć przyszłość ich gier, bo jeśli tak ma wyglądać seria pod skrzydłami Kylotonn, to lepiej, żeby siódma część nigdy nie powstała.
7. Dying Light: The Following

Dodatek, który miał wnieść do serii Dying Light jeszcze więcej tego, czym gra zachwyciła najbardziej. Liczyliśmy na jeszcze więcej skakania, uciekania przed zombiakami w ciasnych pomieszczeniach i wspinania się po budynkach. Dostaliśmy kulawego klona Far Cry, który z Dying Lightem ma wspólny tytuł i zombie.
6. Far Cry Primal

Far Cry od kilku lat kręci się wokół własnego gniazda. Primal miał być zwrotem o 180 stopni ku nowemu. Niestety dostaliśmy kolejnego klona, który całkiem dobrze się maskuje. Wszystkie nowości w rozgrywce są mało ekscytujące. Polowanie na zwierzynę było fajnym dodatkiem w trzeciej i czwartej części, ale nijak nie pasuje, żeby zbudować wokół tego całą grę. Primal jest strzelanką (hm, czy polowanie na zwierzęta można tak nazwać?) nudną, powtarzalną, z fatalnym stylem opowiadania historii – fabuła jakaś tam jest, ale za nic w świecie nie wiadomo o co chodzi – napisy nie podobać się autor, bo one być mało czytelne.
5. Hitman

Gra, która miała premierę kilka razy w miesiącu. Jak to możliwe? Niektórzy twierdzili, że model dystrybucji w odcinkach idealnie sprawdzi się w grze, w której co jakiś czas dostajemy zlecenia i każde z nich jest osobnym epizodem. I zasadniczo się zgadzam, ale co z ludźmi, którzy chcą przejść wszystko na raz? Mieli czekać prawie rok na zakończenie? Absurd. Twórcy mieli tyle czasu, żeby dopieścić wszystkie detale, a misje, które dostaliśmy wcale nie są jakoś szczególnie lepsze od tych z poprzednich Hitmanów. Etapy są bardziej obszerne i... na tym kończą się różnice. Niestety: zapowiedziano, że kolejny Hitman również będzie wydawany w ten sam sposób. Oby to była tylko fanaberia wydawcy tej jednej serii, bo jakoś średnio uśmiecha mi się grać w pozostałe tytuły AAA dostając kolejne etapy co 2-3 miesiące. Zarzutów co do samej rozgrywki brak, ale przez tę serialową dystrybucję niesmak pozostał.
4. Mirror’s Edge Catalyst

Gra, na którą czekano 8 lat okazała się być pod każdym względem gorsza od pionierskiego oryginału. Na pierwszy rzut oka Catalyst jest rozwinięciem pomysłów z jedynki osadzonym w ciekawym, otwartym świecie. Niestety każda z tych zmian nijak nie pasuje do konwencji. Otwarty świat szybko męczy i irytuje, poboczne zadania nudzą po godzinie, a kupowanie umiejętności płynnego lądowania (coś, co było obecne w Mirror’s Edge’u z 2008 roku!!!) to już wierzchołek kretynizmu. Ponadto gra wygląda gorzej od oryginału. Serio! Niby lepsze tekstury, wszystko się pięknie świeci, ale oprawa artystyczna pierwszego ME była idealna, nawet jeśli brakowało całych tekstur i zamiast nich skakaliśmy po białych ścianach, czy wybijaliśmy się z czerwonych podestów. Do kolekcji dochodzi problem z optymalizacją i wysokimi wymaganiami. EA – shame on you!
3. Mafia III

Wielu zawiodło się już na drugiej Mafii wydanej 6 lat temu, lecz wtedy tytuł ten został pocięty na nikomu niepotrzebne DLC, a gra nie ukazała się w takiej postaci, w jakiej powinna z powodów finansowych. Tym razem nie było problemów z budżetem, a znów dostaliśmy nie to, czego większość graczy oczekiwała. Nowa Mafia to nawet niezła gra, jeśli w miejsce tytułu wstawić cokolwiek niekojarzącego się z pierwszą, genialną odsłoną serii. Niestety blokada 30 FPSów na premierę nie jest czymś, na co z niecierpliwością czekali PC-towi gracze. Dodajmy do tego zabawne, acz wnerwiające glitche, bardzo nierówny poziom grafiki i technologicznie mamy przestarzały twór o jakieś parę lat. Smuci też fakt, iż gracze dokopali się do tekstur w rozdzielczości 480p, które w grze są naciągnięte i rozmyte, aby zamaskować niedoskonałości. Sytuacji nie ratuje fabuła, która zawsze w serii Mafia była czymś, co ją wyróżniało – tym razem dostaliśmy przeciętną historię o przeciętnym gościu, który – uwaga! tego jeszcze nie było – stracił wszystko i pragnie zemsty. Grze na dobre nie wyszedł również otwarty świat, którego gracze tak bardzo pragnęli. Przejmowanie dzielnic rodem z GTA San Andreas będzie mi się śniło po nocach.
2. Call of Duty: Infinite Warfare

To dziwne uczucie umieszczać na liście rozczarowań grę, co do której nie miało się absolutnie żadnych nadziei, że będzie to choć przyzwoita pozycja. Średnio rozwinięta ameba po paru sekundach pierwszego trailera skapnęła się, że coś tu jest nie tak. Infinite Warfare to nawet nie jest odgrzewany kotlet. To mielonka zjedzona i wydalona już po raz kolejny, a jeśli seria nadal będzie notowała taką sprzedaż, to za rok zapewne ujrzymy ponowną defekację również przy akompaniamencie rozentuzjazmowanych fanów. Twórców Call of Duty w tym roku troszkę ratuje jedynie znakomity remaster pierwszego Modern Warfare. Martwi jednakże, iż stanie się to nową modą i za rok ujrzymy odświeżoną wersję hmm... Black Opsa?
1. Quantum Break

Rozczarowanie roku. Gra od ludzi, którzy nie zwykli zawodzić nas swoją wizją i pionierskimi zapędami. W tym roku wizja akurat była, ale na niej się skończyło. Quantum Break to dobry pomysł okraszony fatalnym wykonaniem. Strzelaniny to drewno; specjalne moce wnoszą sporo, ale nie dają żadnej satysfakcji; fabuła jest spoko, ale tylko na filmowych cut scenkach, a główny bohater mógłby śmiało konkurować w nijakości z tym gościem z pierwszych Watchdogsów. Ponadto na PC masa problemów rozwiązana dopiero niedawno – przy okazji premiery na platformie Steam. Quantum Break miał być rewolucją, a skończył jak zwyklacka strzelanka, jakich wiele. Pomyśleć, że miał to być xboxowy exclusive, który skusi graczy do zakupu tej konsoli. facepalm.jpg

BONUS: No Man’s Sky
O tej grze napisano już chyba wszystko, więc tylko wtrącę, że umieszczam ją tu z kronikarskiego obowiązku, bo było oczywistym, iż gra ta nie spełni jakichkolwiek oczekiwań. A że były one wygórowane...


W tym roku, jak widać, lista nadal liczy 10 pozycji, co znaczy tyle, że nie ma żadnej poprawy, ALE chociaż nie było gorzej. Mafia, Deus Ex i Hitman to solidne produkcje, które da się przejść i nie wyrwać wszystkich włosów z głowy. W 2016 tendencja do wydawania słabo zoptymalizowanych gier ciągle się utrzymuje. Rok temu był Batman, teraz Mafia. Martwi również niepokojący model dystrybucji Hitmana – oby nikt inny w przyszłym roku nie poszedł tą drogą. W 2017 na liście spodziewam się Assassin’s Creeda – jakoś nie wierzę w przebudowanie rozgrywki, Horizon Zero Dawn – bo to exclusive, o którym mówi się od dwóch – trzech lat, a premiera ciągle jest przekładana; Cyberpunk 2077, ponieważ CD Projekt jest dobry jedynie w robieniu Wiedźmina, Gran Turismo Sport – brak trybu dla jednego gracza to kompletny strzał w stopę i standardowo Call of Duty. Za rok kolejne podsumowanie!

Szvagier




Źródła:
  • http://s1.dmcdn.net/SmIHJ.jpg
  • http://www.hdwallpaper.nu/wp-content/uploads/2016/08/Deus-Ex-Mankind-Divided-Wallpaper-3.jpg
  • https://cdn.destructoid.com//ul/360796-HF1.jpg
  • http://www.teamvvv.com/assets/js/ckeditor/kcfinder/upload/images/WRC6_Screenshot_Studio_Tour_1(1).jpg
  • http://media.spidersweb.pl/wp-content/uploads/2016/02/far-cry-primal-3.jpg
  • http://images9.gry-online.pl/galeria/galeria_duze3/512265116.jpg
  • https://i.ytimg.com/vi/GwFUrXOu05k/maxresdefault.jpg
  • https://media.mirrorsedge.com/content/www-mirrorsedge/pl_PL/news-articles/64-reasons-to-play/_jcr_content/featuredImage/renditions/rendition1.img.jpg
  • https://cdn.2kgames.com/mafiagame.com/DLC01.png
  • http://img6.gram.pl/20160831083954.jpg
  • http://static3.gamespot.com/uploads/original/1365/13658182/2839987-quantumbreak-gameplay-screenshot-4-jpg.jpg


czwartek, 1 grudnia 2016

Kamienie milowe miłośnika wyścigów (część 2.)

5. Driver San Francisco (2011)

To była trudna decyzja umieszczając nowszego Drivera wyżej (aż o 5 pozycji!) niż jego pierwowzór, ponieważ "jedynka" była ówcześnie grą troszkę bardziej przełomową, niż ostatnia część z 2011 roku. Ale to właśnie San Francisco przechodzę co jakiś czas do dziś i to ostatnia tak dobra ścigałka, w którą grałem. Co ciekawe: fabuła w Driverze SF to bardzo mocna strona produkcji Ubisoftu. Poznajemy tu historię dwóch policjantów na tropie grubszej afery, w którą wplątany jest uciekający z więzienia Charles Jericho. Historia jest o tyle ciekawa, że widzimy ją oczami Johna Tannera – policjanta, który po wypadku zapada w śpiączkę, jednakże ciągle pomaga w śledztwie dzięki jego ciekawej umiejętności. No właśnie, Shift, bo tak nazywa się creme de la creme najnowszego Drivera, to iście przełomowy pomysł, dzięki któremu możemy teleportować się do dowolnego samochodu na całej powierzchni wirtualnego San Francisco. Misje również są ściśle związane z koniecznością użycia Shifta, dzięki czemu praktycznie żadne zadanie się nie powtarza. Szkoda, że nikt później nie użył tego patentu, bo aż się prosi o rozwinięcie teleportacji w kolejnej części Drivera. Którego, swoją drogą, na 99% nigdy już nie zobaczymy - Reflections Interactive zostało przekierowane do innych projektów ani trochę nie związanych z wyścigami, a markę Driver poniekąd przekształcono w The Crew.
4. Need For Speed Underground 2 (2004)

Need For Speed to seria, która nie mogła się nie pojawić w tego typu zestawieniu. To marka, która rozpoczęła całą wielką historię wysokobudżetowych wyścigów, a drugi Underground to według wielu najlepsza część z całego cyklu. Ba, możliwościami tuningu i dużym, przepięknym światem przewyższa gry, które ukazały się ponad 10 lat po niej – nowy Need For Speed jest grą bardzo zbliżoną stylistycznie do serii Underground, ale klimatem to nawet w połowie nie to samo. Drugą część Undergrounda umieszczam najniżej spośród pozostałych Need For Speedów obecnych w zestawieniu wyłącznie z powodu okropnie nudnych torowych wyścigów URL. Reszta to perfekcja: tuning, mnóstwo typów wyścigów, ogromna ilość samochodów i długa, niesamowicie przyjemna kariera, którą rozgrywaliśmy w pięknie oświetlonym i zróżnicowanym mieście.
3. Need For Speed Underground (2003)

Pierwszy Underground był chyba najbardziej rewolucyjną grą w historii wirtualnych wyścigów. Co ciekawe – o mały włos nigdy by nie powstał. Silną inspiracją dla EA był film Szybcy i Wściekli, który to z kolei rozpoczął pewną epokę kina akcji. Underground to przeniesienie tego filmu na grunt konsol i pecetów – tuning; neony pod samochodem; auta, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy w żadnych grach i nielegalne wyścigi w ciasnym, świetnie zaprojektowanym mieście. Do tego dochodzi dynamiczna rozgrywka + świetny soundtrack i mamy przepis na sukces. Need For Speed dopiero w 2010 roku wrócił do korzeni dzięki rebootowi serii Hot Pursuit. Wcześniej rok po roku był to – podobnie jak w Undergroundzie – pełen swobody, dziki przejazd przez kolorowe miasto. Dziś EA stara się powrócić do tej formuły, ale z marnym skutkiem. Co ja bym dał, żeby następny NFS był choć w połowie tak dobry, jak...
2. Need For Speed Most Wanted (2005)

Około tygodnia zajęło mi rozmyślanie nad tym, kto ma zająć pierwsze miejsce w tym rankingu i mimo, że serię Need For Speed uważam za świętość, to należy oddać cesarzowi co cesarskie i Most Wanted załapał się „tylko” na drugi stopień podium. Most Wanted to gra kompletna; pozbawiona wad, a jej mocne strony powinienem wymienić w osobnym wpisie. Pościgi z policją nigdzie indziej nie były tak zacięte, gonitwa po kolejnych szczeblach czarnej listy nigdy nie była tak ekscytująca, a włożenie do auta limitowanej części zdobytej w losowaniu po tym, jak przed chwilą objechaliśmy bossa, czyniło nasze auto niepowtarzalnym. Nigdy nie zapomnę mojej pierwszej wędrówki ku pozycji numer 1 – prawie całą grę zjeździłem czarnym matowym Fiatem Punto. Kosiłem nim wszystkie McLareny, Lamborghini i w końcowym wyścigu odzyskałem M3, które stało się nie tylko symbolem tej gry, ale całej serii. W 2012 roku dostaliśmy następcę Most Wanteda z 2005 roku, ale jego poziom lepiej przemilczmy i udajmy, że nic takiego się nie wydarzyło. EA, proszę: zostawcie tę markę w spokoju. Pamiętajmy ją taką, jaka zachwyciła nas w 2005 roku.
1. Test Drive Unlimited (2007)

Król zestawienia. Niewiele było gier, które klimatem wciągnęły mnie w swój świat na kilka miesięcy. Jeszcze mniej było takich, które zaliczyłem na 100% - nie jestem graczem maxującym wszystko, w co zagrał. W Unlimited dotarłem wszędzie: byłem na każdym centymetrze asfaltu (a świat spory – jeden z największych wyścigowych światów ever, chyba tylko The Crew i Fuel mają więcej kilometrów kwadratowych przestrzeni), zaliczyłem każdy wyścig kilkukrotnie, miałem każdy samochód, jaki tylko można było kupić i zarobiłem tyle wirtualnej waluty, że stać mnie było na każdą posesję. Test Drive Unlimited to prawdziwy no limit – mnóstwo aut, terenu i wyścigów. Klimat wręcz wylewa się z ekranu – jeździmy po przepięknej, słonecznej wyspie Omaha, wokół same lasy, góry i ocean. Wyścig (a właściwie dwa) dookoła wyspy to legenda i niezapomniane przeżycie – jaki samochód wybrać; czy zdążę się wyrobić w godzinę? I czy wystarczy mi pieniędzy na mandaty, jakie zgarnę po drodze...? Test Drive Unlimited to gra bez wad, a grywalność i ciągle w miarę świeża oprawa graficzna sprawiają, że nawet, gdyby premierę miała dziś, wybrałbym ją na najlepszą ścigałkę w historii gier komputerowych.

Szvagier



Źródła obrazków:
https://images5.alphacoders.com/319/319939.jpg
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiB4MEjJV0ddT6BCV14XXhvoUv6aI5io6aLp90d93BYDbmrAT0dBJ41Q7rDLTfSFjZlOMST8xxrvMbKCIjGsFmTsAqPZsRcgATWsMoni8OvNWwiDHuFL_f9fwhFio_Hgo5rprd081-c2YfT/s1600/3-Need_for_Speed_Underground_2.jpg
http://vignette1.wikia.nocookie.net/nfs/images/3/3d/Melissa_Underground_1.jpg/revision/latest?cb=20110307043520&path-prefix=en
http://wallpapercave.com/wp/TbNb95I.jpg
http://swiatgry.pl/media/tapety/616/test_drive_unlimited-1600x900.jpg

środa, 30 listopada 2016

Gra roku 2016

Grudzień i styczeń – te dwa miesiące, to najważniejszy okres dla branży gier. Styczeń, bo wtedy ukazują się podsumowania: w co zagramy w tym roku, które dają nadzieję na to, że tym razem rok będzie lepszy od poprzedniego. Grudzień brutalnie weryfikuje tę tezę. Już teraz mogę zdradzić, że lista rozczarowań (która pojawi się tu za kilka dni) liczy dwa razy więcej pozycji - stąd ta odważna teza. Póki co delektujcie się tym, co najlepsze – przed Państwem piątka tych, którym w 2016 się udało!

5. FIFA 17

Ciężko mi było przełamać się i do tak elitarnego grona dołączyć grę, która premierę ma co roku i wielu postronnych uważa ją za tasiemca, co to się różni tylko numerkiem w tytule. Jednakże nowa Fifa to gra, na którą czekało bardzo wielu fanów nawet z obozu przeciwnika, ponieważ wedle obietnic tym razem dostaliśmy silnik graficzny, który robi kolejny krok ku fotorealizmowi. A co poza tym? Całkowicie zmienione stałe fragmenty, które odświeżają serię po latach stagnacji i dość ciekawy eksperyment: simsopodobna kariera, gdzie wcielamy się w młodego Alexa Huntera, czyli rewolucja, jakiej w tej serii jeszcze nie było. Odważna decyzja, żeby postawić na tryb, który z Fifą mało ma wspólnego, ale mimo dziwnego systemu dialogów, sprawdził się. Dodatkowo liczne drobne usprawnienia chyba w każdym trybie gry od Ultimate Team, przez grę jednym graczem, aż po tryb kariery menadżera. W końcu po co zmieniać coś, co już jest dobre? 
4. Rise of the Tomb Raider (PC)

Pecetowa premiera nowego Tomb Raidera przedłużyła termin przydatności Lary Croft. Okres bycia exclusivem dla Xboxa minął i mogliśmy znowu wcielić się w najbardziej popularną kobiecą postać w historii gier wideo. Rise of the Tomb Raider to rozwinięcie pomysłów i rozwiązań z rebootu serii z 2013 roku. Lara odwiedza kolejne malownicze lokacje, rozwiązuje proste, acz dające masę satysfakcji zagadki i znowu pozbywa się tych, którzy mieli pecha stanąć na jej drodze. Piąte miejsce za absolutny brak wpadek i kroczenie własną, solidnie wydeptaną ścieżką – modelowy przykład na to, jak robić kontynuację czegoś, co sprawdziło się znakomicie. 
3. Uncharted 4: Kres Złodzieja

Ostatnia część chyba najbardziej równej serii w historii konsolowych gier. Wydanie czwórki tylko skomplikowało mój wybór, gdybym miał wskazać najlepszą część Uncharted. Kres Złodzieja wygląda fantastycznie, po raz kolejny rzuca nas po rozmaitych krajobrazach, oferuje masę zagadek, które – jak w przypadku Tomb Raider – sprawiają dużo radości nawet, jeśli ich rozwiązanie to kwestia góra pięciu minut. Nowy Uncharted to gra, w której ciężko jest się przyczepić do czegokolwiek, a zalety można wymieniać bez końca. Świetna mechanika strzelania, parę pomysłów zapożyczonych z The Last of Us i mamy gotowy hit. Dlaczego najniższy stopień podium? Ponieważ po drodze uleciało troszkę charakterystycznego dla serii klimatu – po paru miesiącach od zagrania nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnego momentu, który wywarłby na mnie tak ogromne wrażenie, jak chociażby pamiętna podróż pociągiem z dwójki.
2. Call of Duty Modern Warfare Remastered

Nigdy w życiu nie sądziłem, że kiedykolwiek umieszczę jednego z przedstawicieli znienawidzonego przeze mnie gatunku remasterów na liście najlepszych. Tym bardziej cieszy mnie, że ten impas przełamuje gra, która 9 lat temu była moją ulubioną multiplayerową strzelanką i bez dwóch zdań pozostaje nią do dziś na równi ze swoją odświeżoną wersją. To niesamowite jak silnie inspirowane są pomysły kolejnych gier z tej serii wydawanych rok po roku po swoim pierwowzorze. Każdy następny multiplayer w Call of Duty oferował w zasadzie to samo z małymi urozmaiceniami rozgrywki. Co najśmieszniejsze – zawsze sprawdzało się to równie dobrze. Tym razem powracamy do korzeni. Multiplayer nadal ma tę samą magię, co przed laty; kampania singlowa jest, co prawda, nafaszerowana skryptami, ale nie ma się czego wstydzić w porównaniu z jej wersją wysłaną w kosmos (tak, to dźwięk szpilki wbijanej w Infinite Warfare). Ba, istnieje dziś multum gorszych kampanii. Czy chcemy kolejnego remastera? To trudne pytanie. Modern Warfare to specyficzny przypadek, gracze uwielbiają tę grę i chyba drugi raz ten pomysł nie sprzeda się z takim entuzjazmem.
1. Doom

Gra roku 2016. Doom z 2016 roku to nie jest moja podróż do przeszłości – nie będę się tu nostalgicznie uzewnętrzniał, ponieważ pierwsza i druga część to gry bardzo mi dalekie zarówno klimatem, jak i latami, w których powstawały. Jednakże reboot serii to produkcja tak doskonała, że wstyd mi było, gdy po raz pierwszy ją uruchomiłem. Wstyd, ponieważ gdyby nie przypadek, prawdopodobnie nigdy bym w Dooma nie zagrał – określiłem go jako zbyt dalekiego od rzeczy, których po strzelankach oczekuję widząc na trailerach totalną sieczkę i szczątkową fabułę. Nie rozpatruję go jako rozwinięcia pierwowzoru - Doom broni się sam bez żadnych nawiązań. Teraz wiem, że wyjątki potrafią mnie zaskoczyć i przełamać mój sceptycyzm. Nowy Doom to gra dająca potworną ilość satysfakcji - syndrom jeszcze jednej mapy istnieje tu praktycznie bezustannie. 20 godzin singla łyknąłem w 2-3 dni i na końcu jeszcze mi było mało. Multi to silne nawiązanie do Quake’a 3, który również zawsze był daleki mym upodobaniom, ale gdyby nie to, iż raczej nie jestem entuzjastą grania online, pewnie bym się miło zaskoczył. ID Software – czapki z głów. Napisaliście nową historię oldschoolowymi rozwiązaniami!

Szvagier


Źródła:
http://cdn.gamer-network.net/2016/usgamer/COD-Modern-Remaster-Shot-01.jpg
https://data4.origin.com/live/content/dam/originx/web/app/games/fifa/fifa-17/screenshots/fifa-17/1038862_JamesCorner_screenhi_930x524_en_US.png
http://static2.gamespot.com/uploads/original/1536/15366587/2809243-1424111573-2.jpg
http://img6.gram.pl/20160506181516.jpg
http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/News/30.09.2016/nws_cod_modern_remaster_002.jpg
http://i.imgur.com/p31GR7J.png