środa, 30 listopada 2016

Gra roku 2016

Grudzień i styczeń – te dwa miesiące, to najważniejszy okres dla branży gier. Styczeń, bo wtedy ukazują się podsumowania: w co zagramy w tym roku, które dają nadzieję na to, że tym razem rok będzie lepszy od poprzedniego. Grudzień brutalnie weryfikuje tę tezę. Już teraz mogę zdradzić, że lista rozczarowań (która pojawi się tu za kilka dni) liczy dwa razy więcej pozycji - stąd ta odważna teza. Póki co delektujcie się tym, co najlepsze – przed Państwem piątka tych, którym w 2016 się udało!

5. FIFA 17

Ciężko mi było przełamać się i do tak elitarnego grona dołączyć grę, która premierę ma co roku i wielu postronnych uważa ją za tasiemca, co to się różni tylko numerkiem w tytule. Jednakże nowa Fifa to gra, na którą czekało bardzo wielu fanów nawet z obozu przeciwnika, ponieważ wedle obietnic tym razem dostaliśmy silnik graficzny, który robi kolejny krok ku fotorealizmowi. A co poza tym? Całkowicie zmienione stałe fragmenty, które odświeżają serię po latach stagnacji i dość ciekawy eksperyment: simsopodobna kariera, gdzie wcielamy się w młodego Alexa Huntera, czyli rewolucja, jakiej w tej serii jeszcze nie było. Odważna decyzja, żeby postawić na tryb, który z Fifą mało ma wspólnego, ale mimo dziwnego systemu dialogów, sprawdził się. Dodatkowo liczne drobne usprawnienia chyba w każdym trybie gry od Ultimate Team, przez grę jednym graczem, aż po tryb kariery menadżera. W końcu po co zmieniać coś, co już jest dobre? 
4. Rise of the Tomb Raider (PC)

Pecetowa premiera nowego Tomb Raidera przedłużyła termin przydatności Lary Croft. Okres bycia exclusivem dla Xboxa minął i mogliśmy znowu wcielić się w najbardziej popularną kobiecą postać w historii gier wideo. Rise of the Tomb Raider to rozwinięcie pomysłów i rozwiązań z rebootu serii z 2013 roku. Lara odwiedza kolejne malownicze lokacje, rozwiązuje proste, acz dające masę satysfakcji zagadki i znowu pozbywa się tych, którzy mieli pecha stanąć na jej drodze. Piąte miejsce za absolutny brak wpadek i kroczenie własną, solidnie wydeptaną ścieżką – modelowy przykład na to, jak robić kontynuację czegoś, co sprawdziło się znakomicie. 
3. Uncharted 4: Kres Złodzieja

Ostatnia część chyba najbardziej równej serii w historii konsolowych gier. Wydanie czwórki tylko skomplikowało mój wybór, gdybym miał wskazać najlepszą część Uncharted. Kres Złodzieja wygląda fantastycznie, po raz kolejny rzuca nas po rozmaitych krajobrazach, oferuje masę zagadek, które – jak w przypadku Tomb Raider – sprawiają dużo radości nawet, jeśli ich rozwiązanie to kwestia góra pięciu minut. Nowy Uncharted to gra, w której ciężko jest się przyczepić do czegokolwiek, a zalety można wymieniać bez końca. Świetna mechanika strzelania, parę pomysłów zapożyczonych z The Last of Us i mamy gotowy hit. Dlaczego najniższy stopień podium? Ponieważ po drodze uleciało troszkę charakterystycznego dla serii klimatu – po paru miesiącach od zagrania nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnego momentu, który wywarłby na mnie tak ogromne wrażenie, jak chociażby pamiętna podróż pociągiem z dwójki.
2. Call of Duty Modern Warfare Remastered

Nigdy w życiu nie sądziłem, że kiedykolwiek umieszczę jednego z przedstawicieli znienawidzonego przeze mnie gatunku remasterów na liście najlepszych. Tym bardziej cieszy mnie, że ten impas przełamuje gra, która 9 lat temu była moją ulubioną multiplayerową strzelanką i bez dwóch zdań pozostaje nią do dziś na równi ze swoją odświeżoną wersją. To niesamowite jak silnie inspirowane są pomysły kolejnych gier z tej serii wydawanych rok po roku po swoim pierwowzorze. Każdy następny multiplayer w Call of Duty oferował w zasadzie to samo z małymi urozmaiceniami rozgrywki. Co najśmieszniejsze – zawsze sprawdzało się to równie dobrze. Tym razem powracamy do korzeni. Multiplayer nadal ma tę samą magię, co przed laty; kampania singlowa jest, co prawda, nafaszerowana skryptami, ale nie ma się czego wstydzić w porównaniu z jej wersją wysłaną w kosmos (tak, to dźwięk szpilki wbijanej w Infinite Warfare). Ba, istnieje dziś multum gorszych kampanii. Czy chcemy kolejnego remastera? To trudne pytanie. Modern Warfare to specyficzny przypadek, gracze uwielbiają tę grę i chyba drugi raz ten pomysł nie sprzeda się z takim entuzjazmem.
1. Doom

Gra roku 2016. Doom z 2016 roku to nie jest moja podróż do przeszłości – nie będę się tu nostalgicznie uzewnętrzniał, ponieważ pierwsza i druga część to gry bardzo mi dalekie zarówno klimatem, jak i latami, w których powstawały. Jednakże reboot serii to produkcja tak doskonała, że wstyd mi było, gdy po raz pierwszy ją uruchomiłem. Wstyd, ponieważ gdyby nie przypadek, prawdopodobnie nigdy bym w Dooma nie zagrał – określiłem go jako zbyt dalekiego od rzeczy, których po strzelankach oczekuję widząc na trailerach totalną sieczkę i szczątkową fabułę. Nie rozpatruję go jako rozwinięcia pierwowzoru - Doom broni się sam bez żadnych nawiązań. Teraz wiem, że wyjątki potrafią mnie zaskoczyć i przełamać mój sceptycyzm. Nowy Doom to gra dająca potworną ilość satysfakcji - syndrom jeszcze jednej mapy istnieje tu praktycznie bezustannie. 20 godzin singla łyknąłem w 2-3 dni i na końcu jeszcze mi było mało. Multi to silne nawiązanie do Quake’a 3, który również zawsze był daleki mym upodobaniom, ale gdyby nie to, iż raczej nie jestem entuzjastą grania online, pewnie bym się miło zaskoczył. ID Software – czapki z głów. Napisaliście nową historię oldschoolowymi rozwiązaniami!

Szvagier


Źródła:
http://cdn.gamer-network.net/2016/usgamer/COD-Modern-Remaster-Shot-01.jpg
https://data4.origin.com/live/content/dam/originx/web/app/games/fifa/fifa-17/screenshots/fifa-17/1038862_JamesCorner_screenhi_930x524_en_US.png
http://static2.gamespot.com/uploads/original/1536/15366587/2809243-1424111573-2.jpg
http://img6.gram.pl/20160506181516.jpg
http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/News/30.09.2016/nws_cod_modern_remaster_002.jpg
http://i.imgur.com/p31GR7J.png

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz