Nostalgia. To słowo doskonale opisuje moje przygody z grami od dobrego miesiąca. Tak bardzo zatęskniłem za starymi, dobrymi czasami, kiedy to nie było nachalnej promocji; nie musieliśmy kupować DLC-ków, aby móc pograć w CAŁĄ grę, a nie jej wycinek; i wreszcie, kiedy to ludzie określali co stanie się hitem, a nie twórca wspólnie z wydawcą jeszcze przed premierą. Przez długi czas nie mogłem znaleźć czegoś świeżego, co wciągnęłoby mnie choć na jeden wieczór. Poprzedniej jesieni posmakowałem chyba każdego gatunku i gdy zawiodłem się nawet na "Cieniu Mordoru", postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i… pomóc historii zatoczyć koło.
Powrót do moich pierwszych gier na PC nie był łatwy. Przyszło mi się zmierzyć z najprostszym problemem, który od lat nęka rasę panów – rycerzy, którzy w dłoniach dzierżą laserowy miecz do klikania i tarczę z klawiszami. Już na samym początku na drodze tej fantastycznej eksploracji światów retro stanął mi Windows 8.1. Do dziś zachodzę w głowę dlaczego nazwa sugeruje wersję poprawioną, skoro granie na nim w starsze tytuły praktycznie nie istnieje. Rozwiązanie było radykalne – instalacja XP.
Co do wyboru mojej pierwszej gry, którą odpalę na nowym starym Windowsie, nie miałem żadnych wątpliwości. Wahałem się tylko między częścią, od której zacznę i – o dziwo – nie wybrałem chronologicznie. Wiecie od czego zacząłem?
Sierpień 2003. Przy okazji premiery Vice City poznałem nowe wcielenie serii GTA. Pierwsze dwie części jakoś niespecjalnie przypadły mi do gustu, co w sumie nie przeszkadzało mi przez kilka miesięcy rozjeżdżać ludzi w "dwójce" (GOURANGA!). Przeniesienie serii w trzy wymiary było naturalnym krokiem, choć nastąpiło zdecydowanie za późno. GTA III było grą pełną wielu nowych, świeżych pomysłów, a przede wszystkim pionierskim zapędem twórców, dzięki któremu Rockstar świętuje dziś kolejny rekord sprzedaży GTA V. Wtedy w 2003 roku, tak jak i teraz, pominąłem "trójkę", by od razu wskoczyć w różowy, radosny, kolorowy świat lat 80.

Kliknięcie w ikonkę Vice City zmieniło wszystko. Wtedy gry były dla mnie doświadczeniem czysto zręcznościowym i – tak szczerze – nie oczekiwałem niczego więcej. Zresztą czego można oczekiwać w wieku jedenastu lat. GTA Vice City pokazało mi, że warto pójść o poziom wyżej, poszukać głębiej i po uszy zanurzyć się w fabule, która toczyła się w chyba najlepiej zaprojektowanym świecie, jaki kiedykolwiek dane mi było odwiedzić. I bynajmniej nie chodzi mi o niesamowitą mnogość detali i o funkcjonowanie świata w taki sposób, w jaki Rockstar zaproponował graczom przy okazji premiery GTA V. Vice City to odwrotność nowych części spod szyldu Grand Theft Auto, dlatego często nazywana jest jedną ze słabszych w serii. Bo według wielu, grze brakuje wszystkich najlepszych rzeczy, które pojawiły się w pozostałych częściach - i trudno się z tym faktem nie zgodzić. Vice City pod względem technicznym jest po prostu lekko podkręconą "trójką". Twórcy w odpowiedzi na krytykę fanów, wprowadzili do gry parę elementów, których wcześnie brakowało najbardziej. I tak oto dostaliśmy do dyspozycji motocykle, czy też polepszoną paletę barw, która uległa diametralnej odmianie względem szaro-burej "trójki". Na tym aspekcie chciałbym się jednak zatrzymać na dłużej.
Nie wiem, czy wiecie, ale kiedyś gry nie wyglądały tak, jak dziś (Capitan Obvious to the rescue!). W erze przed-Crysisowej nie wystarczył fakt, że gra ma ładną grafikę. Dopiero Crysis rozpoczął modę na grywalne benchmarki. Owszem, wcześniej mogliśmy obserwować kilka rewolucji graficznych, takich jak pierwszy Far Cry, Doom 3, czy Half-Life 2, lecz pod względem grywalności te produkcje wymiatały, a ich szata graficzna była po prostu miłym dopełnieniem całokształtu i jednym z czynników, które – w razie wątpliwości – decydowały o przyznaniu dychy (nieprzypadkowo wymieniłem akurat te tytuły). Dziś wystarczy, że gra ma świetną grafikę – może być gniotem pod każdym innym względem, ale w recenzjach i tak się obroni (patrz: Ryse: Son of Rome, czy chociażby dwukrotnie wspomniany przeze mnie Crysis). Twórcy GTA Vice City postawili pójść jeszcze inną drogą i postawili na dokładnie tę samą jakość tekstur, co w "trójce". Ba, w końcu to ten sam silnik. Ale jak to? Przecież między Liberty City a Vice City jest ogromna różnica - to dwa bieguny!
Prawda. Pokolorowanie świata, czy naniesienie wielu filtrów
jest często zabiegiem kojarzącym się z kiczowatymi "hitami" City Interactive pokroju
strzelanek osadzonych w dżungli. Twórcy Vice City byli jednymi z prekursorów i
spisali się w tym aspekcie na medal. Wyobraźcie sobie jak wyglądałby ten świat
w kilku odcieniach szarości… A to przecież lata 80., szeroka paleta barw pasuje
do tej scenerii jak ulał! Oprócz pięknej grafiki, Miami (bo to właśnie to
miasto było inspiracją do stworzenia świata VC) może pochwalić się również
świetnie zaprojektowanym układem ulic i budynków. Chyba każdy, kto choć raz zagrał
w Vice City, bez problemu odnajdzie drogę do centrum handlowego, czy też do
hotelu, w którym na początku zapisujemy grę. Być może jest tak dlatego, że
miasto nie powala wielkością, ale przecież nie zawsze to rozmiar jest najważniejszy.
Odwrotnym przykładem może być chociażby San Andreas z GTA V, bądź też to samo
miejsce, które dało podtytuł GTA wydanemu w 2005 roku. Swoboda zawsze była
domeną Grand Theft Auto, ale różnorodność też jest istotna. Co poza grafiką i
świetnie zaprojektowaną mapą było niezwykłe?
Muzyka.
Billie Jean is not my lover! To pierwsze słowa,
jakie usłyszałem wsiadając na fioletowy skuter Faggio (swoją drogą: nazwa
trochę #pozdrodlakumatych). I już wtedy, mając 11 lat, zaczął mi się
kształtować gust. Niezwykle dobry gust, bo retro klimaty to dziś nie tylko
przelotna moda hipsterstwa, ale też wyjątkowe piosenki, które – podobnie jak
całe Vice City – miało w sobie tonę klimatu. Espantoso ze śmiesznym latynoskim
wodzirejem, Flash FM z klasykami ówczesnych lat, czy Fever "łan oł" Five. Żadna stacja radiowa w każdej następnej części cyklu
nie dorównała tym z Vice City.
Lata 80. to mój ulubiony okres pod względem muzycznym, choć
wcale nie jestem pasjonatem tego typu brzmienia, nie wrzucam Jacksona do ipoda.
Po prostu jakieś 99% utworów z tamtego okresu przyjemnie mi się słucha, a za
sprawą GTA również przyjemnie kojarzy. I jestem pewien, że to jedna z tych
rzeczy, na którą zwrócili uwagę absolutnie wszyscy, nawet ci, którym sama gra
nie przypadła do gustu :)
![]() |
| Cała mapa miasta Vice City. W porównaniu do pozostałych części GTA pod względem wielkości wypada blado, ale została zaprojektowana kapitalnie i każdy jej detal został niezwykle przemyślany. |
Nie powala na kolana, gdyby porównywać ją do wielu
scenariuszów gier AAA, zwłaszcza po tylu latach od premiery, lecz jak na GTA
wypada najlepiej spośród wszystkich części. Używając odniesienia do akapitu
wyżej: tam po prostu wszystko przepięknie zagrało. Postacie, klimat lat 80. i
fabuła, która komponuje się z tym wręcz doskonale. Pokrótce: wszystko rozchodzi
się – a jakże! – o kasiorę. I to o sporą kasiorę, którą podczas rozgrywki
będziemy musieli uskładać, aby trafiła ona w ręce prawowitego właściciela
(który – swoją drogą – momentami aż za bardzo się o nią upomina). W trakcie
trwania zabawy okazuje się, iż tenże właściciel nie jest wobec nas do końca
uczciwy, ale – jak w wielu filmach – jest to całkiem udany pretekst do poznania
wielu barwnych postaci i kapitalnego scenariusza.
Postacie.
Szalony Lance Vance, wiecznie znerwicowany Ken Rosenberg,
Sonny „I want my money” Forelli, drący japę Diaz, ten porąbany Kubańczyk
Umberto… mógłbym wymieniać cały czas. To chyba jedyna część GTA, w której
charaktery postaci różnią się między sobą dosłownie wszystkim. Wybuchowe
temperamenty; wyluzowani, rzucający żartami na lewo i prawo gangsterzy; chłodno
kalkulujące postacie pokroju Tommy’ego. Cały katalog i za razem instrukcja, jak
powinny wyglądać gry, które same w sobie są karykaturą (in your face,
przerysowane GTA V!).
Misje.
Przyjedź, zawieź, zabij? Niee, zły adres. GTA Vice City
stało się różnorodne nie tylko pod względem kolorystycznym – do wykonania
dostaliśmy tym razem szereg bardzo zróżnicowanych misji, które w pełni
wykorzystały potencjał złożonego świata. Latamy zdalnie sterowanym helikopterem
(o tym rozpisałem się niżej), biegamy z piłą łańcuchową, ścigamy się łodziami,
wspinamy się ścigaczem po budynkach, rozrzucamy ulotki z samolotu, którym można pływać (dafuq?). No pełen arsenał
świeżych pomysłów sukcesywnie rozwijanych w kolejnych częściach GTA!
![]() |
| Fragment obu miast dostępnych w Vice City. W centralnej części widoczna wysepka, na której podczas przechodzenia głównej ścieżki fabularnej, przez dłuższy czas będziemy rezydować. |
Odwołania, nawiązania, humor.
Twórcy co jakiś czas puszczają oczko do gracza racząc go
różnistymi smaczkami. Wychwycą je gracze, którzy grali we wcześniejsze części serii,
jak również ci, co nie przespali ostatnich kilkunastu lat i znają na przykład filmową serię
Speed z autobusem-pułapką. W jednej z misji w Vice City musimy dowieźć rockmanów na koncert, ale
odzywa się do nas tajemniczy jegomość, który oznajmia, że jeśli limuzyna zwolni,
to aktywuje się zapalnik bomby umieszczonej pod samochodem.Wystarczająco śmieszne?
Ale humorem w Vice City tryskają prawie wszystkie napotkane
przez nas postacie. Poznany na początku Ken Rosenberg – postać tragikomiczna;
Lance Vance (wystarczy przeczytać jak się nazywa, aby się uśmiechnąć); czy chociażby Umberto
sypiący seksistowskimi żartami na lewo i prawo.
Klimat!
Czyli wszystko wymienione wyżej złączone spoiwem o bliżej
nieokreślonej właściwości. Po prostu te wszystkie rzeczy zostały zestrojone ze
sobą tak idealnie, jak struny gitary, która wydaje z siebie dźwięki tworzące
przepiękną harmonię. Nie dość, że GTA Vice City wpasowało się w to, co dziś
postrzegamy jako mniej odległa, różowa przeszłość Ameryki z lat 80., to jeszcze
stworzyło coś własnego – unikalny świat, który jest jednym z najlepszych
wirtualnych rzeczy, jakie kiedykolwiek wyszły z pod ludzkich rąk. Świat Vice
City to dla ludzi z młodszych pokoleń checkpoint, do którego zawsze będziemy
wracali, gdy tylko przyjdzie nam sobie wyobrazić coś, co zdarzyło się tuż przed
naszymi narodzinami. Klimat tworzy tę wspaniałą otoczkę gry, dlatego
niemożliwym było przeniesienie Vice City do kolejnych części Grand Theft Auto.
Były jasne strony Vice
City, to teraz o tym, co nie zagrało:
Główny bohater.
Tytułowy bohater mojego tekstu - paradoksalnie – znalazł się
w minusach. Mógłby być bardziej charyzmatyczny, ale ten problem istnieje w GTA
niemal od początku. Czy bylejakość protagonistów zaczęła się przez niemego
Claude’a z "trójki"? Być może to jakaś klątwa, ale Vice City miało być pod tym
względem zmianą o 180 stopni – nareszcie dostaliśmy postać mówiącą, lecz należy
pamiętać, że cykl produkcyjny gry był niesamowicie krótki - Rockstar miał
niecały rok na stworzenie czegoś zupełnie nowego i być może właśnie przez to
zabrakło czasu na rozwinięcie pomysłu. W każdym razie Tommy Vercetti to i tak
jedna z lepszych postaci, w jakie było nam dane się wcielić podczas całej
przygody z serią Grand Theft Auto. Mógłbym nawet zaryzykować stwierdzenie, że
nie ma lepszej części pod tym względem. Poza tym jego ubiór kojarzy się
wyłącznie z klimatem Miami, a co za tym idzie – z Vice City. Dlatego nie
pytajcie już więcej o tytuł tego tekstu ( ͡° ͜ʖ ͡°).
![]() |
| Tommy Vercetti. W grze wyglądał odrobinę inaczej (żeby nie powiedzieć gorzej). To grafika przygotowana przez fana. |
Żartowałem. To najczęściej grana przeze mnie misja w
historii całej serii, bo przechodziłem ją niemal każdemu, kto miał z nią
problemy. Nie rozumiem Was, naprawdę. Wystarczyło przestawić klawisze z
numerycznych na WSAD i voila! #protip
[Do zobaczenia w Vice
City!]
GTA Vice City to spoiwo łączące graczy. To jeden przystanek,
na którym zatrzymuje się kilka grających pokoleń. To gra, która trafia do
odbiorcy znającego kanon filmów opartych o tę samą scenerię użytą również w VC,
jak i do młodszego pokolenia, które po prostu chce dowiedzieć się jak kiedyś
wyglądał świat – zarówno ten przedstawiony w grze, jak i świat, w którym
żyliśmy 12 lat temu – w momencie premiery Vice City. Bo to wbrew pozorom dość
odległe czasy, jeśli spojrzeć na to, jak bardzo zmieniły się gry od tamtej
pory. Nie wszystko zmieniło się na lepsze, bo graficznie gry – owszem – nadal
potrafią zaskoczyć, ale szkoda, że coraz częściej nasz zachwyt wyraża się w
ilościach polygonów, czy rozdzielczości, jaką dana gra obsługuje…
[Szvagier]
Źródła obrazków:
1. http://oyster.ignimgs.com/wordpress/stg.ign.com/2012/12/ViceCity_review_1600.jpg
2. http://vignette1.wikia.nocookie.net/gta/images/8/8a/Vice_City_(VC)_(mapa).png/revision/latest?cb=20101006190009&path-prefix=pl
3. http://screenshot.xfire.com/s/120948020-4.jpg
4. http://fc04.deviantart.net/fs71/i/2014/282/1/a/tommy_vercetti__sketch_by_patrick_brown__by_andy9-d8269md.jpg
Źródła obrazków:
1. http://oyster.ignimgs.com/wordpress/stg.ign.com/2012/12/ViceCity_review_1600.jpg
2. http://vignette1.wikia.nocookie.net/gta/images/8/8a/Vice_City_(VC)_(mapa).png/revision/latest?cb=20101006190009&path-prefix=pl
3. http://screenshot.xfire.com/s/120948020-4.jpg
4. http://fc04.deviantart.net/fs71/i/2014/282/1/a/tommy_vercetti__sketch_by_patrick_brown__by_andy9-d8269md.jpg

_(mapa).png)










